Pogrzeb ś.p. ks. Czesława Żaka

Ks. Czesław Żak urodził się 14 maja 1930 r. w Tymowej (pow. brzeski). Do szkoły podstawowej uczęszczał w rodzinnej miejscowości. W czasie wojny kontynuował naukę w warunkach konspiracyjnych. Po oswobodzeniu tamtejszych terenów spod okupacji hitlerowskiej – w lutym 1945 r. rozpoczął naukę w Państwowym Gimnazjum i Liceum w Brzesku–Okocimiu. Małą maturę złożył w czerwcu 1947 r. W lipcu tego roku wstąpił do Zgromadzenia Księży Misjonarzy w Krakowie. W Krakowie uczył się w Prywatnym Liceum Księży Misjonarzy przy ul. Św. Filipa 19, rozpoczynając jednocześnie nowicjat. Egzamin dojrzałości złożył w czerwcu 1949 r., a we wrześniu rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne w Instytucie Teologicznym Księży Misjonarzy. Święcenia kapłańskie przyjął 21 czerwca 1953 r. za dyspensą, bowiem brakowało mu kilka miesięcy do wieku przepisanego prawem kanonicznym.

Po święceniach kapłańskich i ukończeniu studiów teologicznych – przełożeni skierowali go na pierwszą placówkę: do parafii Św. Anny we Wrocławiu–Oporowie, gdzie katechizował dzieci i młodzież. Od stycznia 1957 r. pracował w parafii Św. Antoniego w Ignacowie, koło Mińska Mazowieckiego, ucząc w dwóch szkołach na jej terenie: w Jędrzejowie Nowym i Janowie. Od lipca 1958 r. pracował w parafii Matki Bożej Różańcowej w Pabianicach, jako katecheta uczniów szkół podstawowych i średnich. Od lipca 1961 r. przez 25 lat pracował w parafii Najświętszej Rodziny w Tarnowie jako ceniony katecheta i wikariusz. Od lipca 1986 r. przez sześć lat pełnił obowiązki proboszcza i superiora w parafii Św. Wincentego a Paulo w Bydgoszczy. Następnie skierowano go do parafii Św. Krzyża w Warszawie, gdzie pracował w kancelarii parafialnej. W lutym 1996 r. przybył do parafii NMP z Lourdes w Krakowie. Tutaj przez 15 lat podejmował różnorakie posługi duszpasterskie: z wielkim zapałem głosił kazania, prowadził pogrzeby, przygotowywał dorosłych do sakramentów świętych, był odpowiedzialny za kancelarię parafialną i kurs przedmałżeński, prowadził grupy parafialne.

Zawsze mówił, że jest „pierwszy w ataku, a ostatni w odwrocie, bo na to się święcił”. W roku 2010 przeszedł operację na żołądku, skutkiem której było całoroczne korzystanie z chemii farmakologicznej. Bezpośrednią przyczyną śmierci okazało się osłabienie pracy serca i niewydolność krążenia (wszystko zaczęło się w połowie maja, gdy ks. Czesław zasłabł i musiał wyłączyć się z pracy duszpasterskiej). Ks. Czesław Żak zmarł w piątek 12 sierpnia 2011 roku w swoim pokoju, w godzinach porannych (około godz. 9.00), po 81 latach życia i 58 latach kapłańskiej posługi.

Uroczystości pogrzebowe w kościele NMP z Lourdes rozpoczęły się w środę 17 sierpnia o godz. 10.00. Mszy św. przewodniczył ks. bp Paweł Socha CM (biskup pomocni-czy diecezji zielonogórsko-gorzowskiej), a Mszę św. koncelebrowało wraz z nim 66 kapłanów, którzy przybyli z całej Polski. W kościele zgromadziła się także rodzina zmarłego Kapłana i rzesza wiernych, nie tylko z naszej parafii.

Po odczytaniu Ewangelii przemówił prowincjał polskiej prowincji Zgromadzenia Księży Misjonarzy – ks. wizytator Arkadiusz Zakręta CM.

Pożegnanie przez ks. Wizytatora:

Znacząco inaczej będzie dziś, niż to, do tego jesteśmy przyzwyczajeni podczas liturgii pogrzebowej, bowiem nie zabrzmią teraz słowa kazania przygotowane przez kogokolwiek z tutaj obecnych. Być może, a może na pewno większość z nas, jeśli nie wszyscy będziemy po raz pierwszy świadkami takiego wydarzenia i wysłuchamy kazanie przygotowane przez samego zmarłego kapłana. Wprawdzie nie będzie to głos zza grobu, z tamtego świata, bo ks. Czesław napisał i nagrał to kazanie jeszcze wtedy, kiedy był żywy. Było to jego wcześniejsze, sprzed jakiegoś czasu, wyobrażenie własnego pogrzebu, które dziś się zrealizowało. Zastrzegł to sobie w testamencie i często wyrażał też ustnie z właściwym sobie poczuciem humoru: sam sobie powiem kazanie na pogrzebie, bo moje cnoty znam najlepiej. Okazuje się jednak, że nie będzie mówił o cnotach. W testamencie w punkcie siódmym napisał:

Nie chciałbym, aby "żałobny kaznodzieja opowiadał" obecnym na pogrzebie o moich cnotach, o jakich mi się w życiu nawet nie śniło. Dlatego na taśmie magnetofonowej nagrałem kazanie (jego treść jest napisana także na komputerze, na kartkach), które aktualny Przełożony ma puścić przez kościelną aparaturę nagłośniającą. Traktuje ono o miłości bliźniego. O tym przykazaniu często mówiłem i starałem się go w życiu zachowywać. W sercu nie chowałem do nikogo żadnej urazy, chociaż na swojej drodze życiowej spotykałem nie-życzliwych mi ludzi. Wobec nich zawsze starałem się zachowywać tak, jak gdyby nigdy nic nie było. Modliłem się za nich, bo wielu już dawno powiększyło grono aniołków w niebie.

Za chwilę wysłuchamy wspomniane kazanie i choć powiedziałem na początku, że nie jest to głos zza grobu, to można powiedzieć, że w jakimś sensie jest to jednak głos zza grobu, bo osoba, która go utrwaliła na taśmie już nie żyje: po 81 latach życia, a w Zgromadzeniu Księży Misjonarzy po 64 i w kapłaństwie po 58 latach przepracowanych gorliwie w wielu parafiach i na wielu urzędach, po okresie cierpliwie i pokornie znoszonej ciężkiej choroby, należałoby powiedzieć chorób, bo nie była tylko jedna, zmarł zjednoczony z Bogiem i pojednany z każdym człowiekiem. Żeby usunąć jakąkolwiek wątpliwość w tym względzie dodał w testamencie:

Jeśli kogoś zasmuciłem - obraziłem - nie pomogłem, tego przepraszam i proszę o wy-baczenie. Swoich przełożonych zawsze słuchałem i szanowałem - nie mieli ze mną większych problemów. Natomiast odwrotnie mogło być inaczej. Ostatecznie zawsze wszystko było OK.

Oddajemy głos człowiekowi, kapłanowi, duszpasterzowi, który utrwalił się we wdzięcznej pamięci wielu tych, którzy go spotkali jako postać bardzo charakterystyczna i niezapomniana. Świadczy o tym choćby obecność delegacji z wielu parafii, gdzie pełnił po-sługę. W jego imieniu już teraz składam wyrazy głębokiego szacunku i serdecznej wdzięczności, którą składam na ręce niezawodnego dla nas w smutku i radości ks. bpa Pawła Sochy, obecnych tu kapłanów, sióstr, wiernych i tych, którzy zwyczajnie korzystali z kapłańskiej posługi ks. Czesława. Nie da się w jednym kazaniu powiedzieć wszystkiego, dlatego też na koniec testamentu, tuż przed udzielonym wszystkim błogosławieństwem dodał:

Resztę spraw opowiemy sobie i wyjaśnimy w Domu Ojca, bo przecież będziemy mieli przed sobą całą wieczność.

ks. Arkadiusz Zakręta CM

«Miłujcie się wzajemnie»

(odtworzone z płyty DVD «kazanie na własnym pogrzebie»)

Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem... Po tym poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli się będziecie wzajemnie miłowali (J 13,34).

Pod koniec XIX wieku umierała księżna Małgorzata Wirtemberg. Gdy anioł śmierci pukał już do drzwi jej komnaty, wezwała do śmiertelnego łoża wszystkie swoje dzieci. Miała ich siedmioro. Każdemu dziecku udzielała matczynego błogosławieństwa i kreśliła na czole znak krzyża św. Kiedy zbliżył się do niej ostatni, najmłodszy syn Albrecht, przytuliła go do siebie i powiedziała: Synu mój najdroższy! Pragnieniem mojego serca jest, abyś został kapłanem. Jeślibyś nie miał powołania do stanu kapłańskiego, zostań dobrym katolikiem. Kochaj Boga i ludzi.

Mijały lata. W czasie I wojny światowej został powołany do wojska. Na wojnie do je-go młodzieńczego serca dobijały się głosy niewiary i namiętności. W czasie wszystkich życiowych burz pamiętał o matczynym testamencie: Zostań kapłanem lub dobrym katolikiem. Kochaj Boga i ludzi. Po wojnie, w 1920 r. w klasztorze w Beyron, po stopniach ołtarza wstępował młody zakonnik, by złożyć Bogu prymicyjną Ofiarę Mszy św. Był to książę Albrecht Wirtemberg.

Był wieczór Wielkiego Czwartku. Pan Jezus gotował się na mękę i śmierć krzyżową. Siedział w Wieczerniku za stołem z najwierniejszymi uczniami. Judasz już odszedł, aby do-konać zdradzieckiego dzieła. Chrystus patrzył na gromadkę apostołów. Wiedział, że za chwilę wszyscy się rozproszą. Jego Boskie Serce, przepełnione miłością do ukochanych uczniów, wylało się na zewnątrz we wspaniałej mowie pożegnalnej, w której ustawicznie wracał do wzajemnej miłości. Przypominał im to, co najbardziej leżało Mu na sercu. Błagał Ojca: Ojcze, aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno (J 17,21). Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali (J 13,9).

Jeśli dobre dziecko, książę Albrecht, tak pieczołowicie przechowywał w swoim sercu i w swojej pamięci ostatnie słowa umierającej matki, jak dopiero drogie i czcigodne winny być dla nas słowa Jezusa Chrystusa, odchodzącego na mękę i śmierć krzyżową? Z jaką dokładno-ścią powinniśmy wykonać Jego testament – testament miłości Chrystusowej?

Co to jest miłość bliźniego?

Świat miłością nazywa to, co niskie, ziemskie, interesowne, co rodzi grzech, czyli namiętność.

Ktoś powiedział, że miłość bliźniego to najpiękniejszy kwiat, który znalazł trwałe miejsce w ogródku chrześcijaństwa. To kwiat, który nigdy nie więdnie, nigdy nie ginie. Jest wiecznie podtrzymywany w świeżości i przy życiu przez Kościół Święty.

Autor jakiejś książki ascetycznej napisał, że miłość bliźniego to długi – i złoty, i jednolity łańcuch. Jeden jego koniec spoczywa w prawej ręce, a drugi w lewej, a my powinniśmy nim obejmować wszystkich ludzi, wszystkich przytulać do swojego serca, dla każdego mieć życzliwy uśmiech, dobre słowo, ciepłe spojrzenie, nieść pomoc.

Miłość bliźniego to wypływ szlachetnego człowieczeństwa.

Prawdziwa miłość każe z uszanowaniem patrzeć na bliźniego – każe w nim widzieć ukochane dziecko Boże, odkupione Krwią Chrystusową, żywić do niego zaufanie, cenić jego dary naturalne i nadprzyrodzone.

Prawdziwa miłość życzy bliźniemu dóbr wiecznych i doczesnych, jest pełna współczucia, nie zazdrości, jest cierpliwa, rozumie słabości drugiego człowieka, każe dobrze mówić o bliźnim, umie znaleźć w nim dobre strony, sieje dookoła pogodę i ciepło; broni bliźniego przed słowami ubliżającymi jego godności – przed obmową, oszczerstwem, wystąpi przeciw krzywdzącym sądom, skieruje rozmowę na pożyteczne tematy.

Miłość mówi spokojnie i łagodnie, unika słów cierpkich, szyderczych, wzgardliwych, które wprowadzałyby lub podsycały nieprzyjazne uczucia; unika żartów raniących bliźniego, rzadko gani, a jeśli trzeba udzielić nagany, czyni to w duchu miłości i życzliwości.

Prawdziwa miłość umie każdego pozdrowić.

Miłość bliźniego ma się okazać nie tylko w słowie mówionym, ale także pisanym. U ludzi posługujących się anonimami nie ma nawet śladu Chrystusowej miłości.

Dlaczego Chrystus nazywa przykazanie miłości bliźniego „nowym” i „swoim przykazaniem”?

Czyżby dawniej nie było takiego przykazania? Było. Czytamy w Piśmie Świętym: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz mi-łował swego bliźniego, jak siebie samego (Mt 22,37 - 40; Pwt 6,5).

W żydowskim pojęciu bliźnim, którego należało miłować był tylko Żyd. Zresztą Izraelici nawet w stosunku do swoich współziomków stosowali zasadę: Oko za oko, ząb za ząb.

Jeszcze gorzej przedstawiała się ta sprawa u pogan, gdzie kwitło niewolnictwo. Niewolnicy uważani byli za rzecz, zwierzę, siłę roboczą, a nie za człowieka. Właściciel mógł zrobić z nim wszystko, co tylko chciał: bić, zabić, okaleczyć, sprzedać.

W takiej atmosferze miłości bliźniego zjawia się na ziemi palestyńskiej Jezus Chrystus, który zreformuje całkowicie przykazanie miłości bliźniego.

Poszerzy to przykazanie. Zapytany przez faryzeusza, które przykazanie w Prawie jest najważniejsze – kategorycznie rozstrzygnie przypowieścią o Miłosiernym Samarytaninie, że naszym bliźnim jest każdy człowiek, który potrzebuje pomocy, miłosierdzia, nawet nasz nie-przyjaciel – bez względu na rasę i narodowość.

Chrystus pogłębi to przykazanie. Dotychczas miarą miłości bliźniego była miłość siebie samego: Będziesz miłował bliźniego swego, jak siebie samego (Mt 22,39). A Chrystus powie: Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem (Mt 22, 34).

Co nam mówi o tej miłości Chrystusa do nas?

Zstępuje z nieba na ziemię jako Dziecię, rodzi się w szopie, cierpi niewygody, na Kalwarii pozwala się przybić do krzyża, zawiśnie między niebem a ziemią, włócznią Longina pozwala wytoczyć z siebie ostatnią kroplę Krwi Przenajświętszej.

O tej miłości mówi nam tabernakulum, gdzie pozwala się zamknąć jako Więzień Miłości, abyśmy mogli w każdej chwili przyjść do Niego ze swoimi troskami i kłopotami zewnętrznymi i wewnętrznymi – żebyśmy się nie czuli na ziemi sierotami.

Tę wspaniałą pieśń nad pieśniami o miłości bliźniego podjęli z ust Pana Jezusa Apostołowie i ponieśli ją na cały świat.

Św. Jan Apostoł napisze: Jeśliby ktoś mówił: Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje swojego brata, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi (1 J 4,20).

Św. Paweł będzie głosił, że nie ma już Persa, Greka czy Rzymianina, wolnego czy niewolnika, ale wszyscy jesteśmy jedno w Jezusie Chrystusie. I rzeczywiście jesteśmy jedno: mamy tyle wspólnych cech, mamy jedną wspólną Matkę – Kościół, i Matkę Niebieską, mamy tę samą naukę, te same sakramenty święte, spotykamy się przy jednym Stole Eucharystycznym, karmimy się tym samym Ciałem Jezusa Chrystusa, wspólnie wołamy w pacierzu Ojcze nasz, wszyscy wybieramy się do tego samego nieba. Tyle mamy więzów duchowego pokrewieństwa.

Św. Paweł nauczał, że wszyscy stanowimy jedno Ciało Mistyczne, którego głową jest Chrystus, a my członkami. Jeśli w ludzkim organizmie cierpi jeden członek: ręka, noga, głowa – boleje cały organizm. Jeśli w Mistycznym Ciele Jezusa Chrystusa w nienawiści żyje dwoje ludzi, wówczas boleje i cierpi całe Mistyczne Ciało: Chrystus – Głowa i my, Jego członki.

Ze słów Pana Jezusa: Pójdźcie błogosławieni Ojca mojego i: Idźcie przeklęci w ogień wieczny – wynika, że w dniu Sądu Ostatecznego będziemy sądzeni głownie z przykazania miłości bliźniego (Mt 25,31 - 46).

Jak Pan Jezus w mowie pożegnalnej do Apostołów, jak księżna Małgorzata Wirtemberg, żegnająca się ze swoimi dziećmi – podkreślili to, co najbardziej leżało im na sercu: za-chowanie przykazania miłości Boga i bliźniego, tak i ja w moim ostatnim do Was słowie pragnę wszystkim przypomnieć testament Chrystusowej Miłości: Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem. Po tym poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli się będziecie wzajemnie miłowali (J 13,34). W swoim długim kapłańskim życiu stwierdziłem, że z miłością bliźniego wśród wyznawców Chrystusa nie jest tak, jak sobie tego życzył Jezus Chrystus.

Wszystkim dziękuję za obecność – za modlitwę – proszę o modlitwę za mnie. Szczęść Wam Boże w życiu osobistym, rodzinnym, zawodowym. Do zobaczenia się u Bożego Tronu.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Amen.

ks. Czesław Żak CM

 

Na zakończenie w imieniu duszpasterzy parafii NMP z Lourdes i wiernych przemówił ks. Bogdan Markowski CM (pod nieobecność ks. Proboszcza, który z delegacją Stowarzyszenia Młodzieży Wincentyńskiej przebywał na Światowych Dniach Młodzieży w Madrycie).

Wspomnienie i podziękowanie:

Błogosławieni, którzy w Panu umierają. Zaprawdę – mówi Ducha – niech odpoczną od swoich trudów, bo ich czyny idą razem z nimi… Przypominam słowa Apokalipsy, bo nad-zwyczajnie pasują do pożegnania ks. Czesława. Odszedł po życiu wypełnionym trudem podejmowanym dla chwały Bożej, w którym niczego nie zatrzymał dla siebie. W swoim testamencie ks. Czesław napisał, że jedynym jego majątkiem są książki i czasopisma homiletyczne, i kilkadziesiąt tomów maszynopisu, w których zawarł tysiące kazań, konferencji i rekolekcji, głoszonych w ciągu 58 lat kapłańskiej służby; ks. Czesław życzy sobie, aby cała ta spuścizna została przekazana do biblioteki seminarium duchownego Księży Misjonarzy... Tylko chwała Boża i pożytek doczesny i wieczny ludzi, których Bóg stawiał na jego kapłańskiej drodze. Będziemy jeszcze pewnie długo wspominać jego życie całkowicie oddane kapłaństwu. Ale czy już dziś nie powinniśmy powiedzieć krótko: Czyż takie czyny nie idą za nim przed tron Boży? Czy już nie zasłużył sobie na odpoczynek w domu niebieskiego Ojca?

W imieniu naszej parafialnej wspólnoty dziękuję wszystkim, którzy dziś razem z nami żegnają ks. Czesława. Serdeczne Bóg zapłać! ks. biskupowi Pawłowi Sosze, który przybył z odległej Ziemi Lubuskiej, aby przewodniczyć pogrzebowym uroczystościom. Serdeczne Bóg zapłać! ks. wizytatorowi Arkadiuszowi Zakręcie i wszystkim kapłanom – współbraciom Zmarłego w Zgromadzeniu Księży Misjonarzy. Bóg zapłać! kapłanom z naszego dekanatu i wszystkim księżom – przyjaciołom Zmarłego, którzy przybyli z różnych miejsc Polski. Serdeczne podziękowanie składamy delegacjom z parafii, w których pracował ks. Czesław: z Tarnowa, Bydgoszczy, Pabianic, Warszawy… Bóg zapłać! Rodzinie ks. Cze-sława i wszystkim, którzy przybyli dzisiaj pożegnać ks. Czesława, niejednokrotnie przerywając czas wakacyjnego odpoczynku.

Osobne słowo podziękowania chciałbym wypowiedzieć pod adresem osób, które usługiwały ks. Czesławowi i niosły mu pomoc medyczną w ostatnich miesiącach i dniach jego życia. Wielkie wyrazy wdzięczności p. dr Krystynie Jasińskiej-Mrowiec, p. drowi Krzysz-tofowi Czarnobilskiemu ze Szpitala MSWiA, p. Iwonie Kubicy, p. Marcinowi Miturze, p. Markowi Binkiewiczowi, p. Annie Siutaj, p. Barbarze Dobroszek i ks. Pawłowi Dobroszkowi – którzy otoczyli ks. Czesława troskliwą opieką w ostatnich dniach jego życia. Bóg zapłać! p. Romanie, s. Marii, Służbie Kościelnej, p. Organiście i Chórowi Mariańskiemu, oraz wszystkim, którzy przygotowywali dzisiejszą uroczystość.

Za chwile nastąpi obrzęd ostatniego pożegnania, po czym trumna z ciałem zmarłego Kapłana zostanie wyniesiona z kościoła. O godz. 12.00 od bramy Cmentarza Rakowickiego przejdziemy z nią do grobowca Księży Misjonarzy. Przed kościołem jest podstawiony auto-bus, do którego zapraszam wiernych. Po pogrzebie autobus odwiezie uczestników z cmentarza na ul. Lea. Zaraz po pogrzebie zapraszam serdecznie Księży, Siostry Zakonne i Rodzinę na obiad do restauracji Eden (na ul. Bydgoskiej).

(przygotował ks. Bogdan Markowski CM)

Msze św.

Niedziele i święta

6:30, 8:00, 9:30, 11:00 (dla dzieci),

12:30, 15:00, 16:30, 18:30,

20:00 (akademicka)

W niedziele w roku szkolnym
w Kaplicy Akademickiej:

11:00 (dla dzieci przedszkolnych),

12:15 (dla młodzieży)

Święta przypadające w tygodniu

6:00, 7:00, 8:00, 9:00, 15:00,

16:30 (dla dzieci), 18:30,

20:00 (akademicka -
od poniedziałku do piątku)

Sakrament Pokuty

w niedziele i święta

pół godziny przed każdą Mszą św.

w dni powszednie:

6:00 - 9:00

(w lipcu i sierpniu 6:00 - 8:00)  

18:00 - 19:00   19:30 - 20:30

(w roku akademickim od poniedziałku do piątku)

luty

23

czwartek


Dzisiaj jest: Czwartek
23 Lutego 2012
Imieniny obchodzą
Bądzimir, Damian, Florentyn, Łazarz,
Piotr, Romana, Roma, Seweryn

Do końca roku zostało 313 dni.
Zodiak: Ryba
An error occured during parsing XML data. Please try again.